Sztuki i banialuki

Przypadek Baramby.

Opowiastka o internecie i tych dziwnych, ludzkich zwyczajach...

 

Baramba znowu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze, ale jakoś wcale tego nie żałował. Co prawda tkwił ściśnięty pod łóżkiem, w otoczeniu skarpetek podejrzanej czystości, i to co gorsza w pokoju Kory, ale podsłuchiwał właśnie arcyciekawą rozmowę swojej siostry z jakimś nieznanym mu typkiem. Baramba miał ten nieznośny zwyczaj pakowania się w życie innych wszystkimi kończynami, nie zwracając uwagi na to, co oni myślą. Kora była wspaniałym obiektem do opisania, zwłaszcza na jego blogu(w tym miesiącu 150 wejść!). Romantyczna, nieuważna, wiecznie zostawiała swój pamiętnik na widoku, a oczywiście pisała w nim głównie o jakiś tam chłopakach i wielkiej miłości, tego rodzaju bzdury. Baramba całkiem nie czuł tych klimatów, ale zaśmiewał się do łez czytając niektóre ustępy. I wszystko wrzucał na bloga, skarbnicę wiedzy internautów o jego walniętej siostrze. Kora nie umiała posługiwać się komputerem, nie obawiał się więc wykrycia. Teraz, siedząc pod łóżkiem już układał w głowie następny wpis. musiał tylko poznać nazwisko tego gościa z którym tak słodko rozmawiała. Starał się być zawsze wiarygodny, podawał więc również numery telefonów. Jak ktoś chce sprawdzić, czy pisze prawdę, niech dzwoni! Kora skończyła wreszcie rozmawiać, i położywszy komórkę na stoliku wybiegła z pokoju. natychmiast chwycił jej telefon i sprawdził spis połączeń. Numer był, imię i nazwisko tez w najlepszym porządku. Zapisał sobie dane na ręce i pobiegł do komputera. Pół godziny później nowy wpis ruszył w świat.

           Tak się złożyło, że w tym samym czasie surfował po Internecie Artur Roman, osobnik lat zaledwie dziewięciu, za to cwany jak stary. Na blog Baramba trafił całkiem przypadkowo, szukając jakiegoś niezłego dowcipu. Jako młodszy brat musiał się bardzo starać, by pobić w czymś licealistę Bohdana Romana. Na początku blog wydał mu się naprawdę świetny, dopóki nie zobaczył w najnowszym wpisie własnego nazwiska. W głowie natychmiast włączyła mu się lampka ostrzegawcza- nie podawać w Internecie swoich danych! Przeczytał dokładniej i przekonał się, że chodzi o jego brata. Reszty wpisu nie zrozumiał, taki jakiś głupi...Zerwał się z krzesła i pobiegł po Bohdana. Niech wie, co tam o nim wypisują.

          Baramba wściekł się nie na żarty, wchodząc następnego dnia na bloga. Pod ostatnim wpisem widniał wielki i niesympatyczny komentarz, co też Bohdan Roman twierdzi o gościu szlakującym jego dobre imię w Internecie. Na koniec dodał jeszcze, że cały ostatni wpis był jedną wielką bzdurą, ponieważ nie zna żadnej Kornelii. To ostatnie było potężnym zarzutem, więc Baramba w następnym wpisie rozwodził się długo nad głupkami nie pamiętającymi, z kim rozmawiali wczoraj po południu. Oczywiście Bohdan nie puścił mu tego płazem i powoli nakręcali spiralę nienawiści na blogu, pisząc coraz gorsze rzeczy na siebie i powoli odchodząc od głównego tematu. Wszystko skończyło się kiedy Bohdan poszedł na studia i nie miał czasu odpisywać. Baramba uznał, że nie ma po co pisać bloga ,,dla nikogo”.