Sztuki i banialuki

Rozprawka się uśmiecha...

To oczywiście kpina.

Nienawidzę rozprawek.

To tak jakbyś chciał udowodnić światu że ludzie potrafią zamieniać się w małpy, bo bohater twojej ulubionej książki z dzieciństwa to potrafił. 

I na dodatek, jest cała masa sztywnych, starych ram których musisz się trzymać, bo inaczej polonistka chwyci cię za krawat i za pomocą oceny przypomni, kto tutaj rządzi. 

   Dlatego ze zdziwienia prawie padłam na ławkę, kiedy okazało się, że rozprawka może być inspiracją. Temat brzmiał:  ,,Postawy człowieka wobec śmierci." Epoki: średniowiecznie i renesans. Ta śmierć chodziła za mną od dłuższego czasu. W średniowieczu, zdaniem autorów mojego podręcznika, myśleli tylko i wyłącznie o swoim umieraniu. Tytuł mastera ma Roland, który umierał dobre dwie godziny, biegając jak nowo narodzony mimo wylewającego się mózgu. Bo musiał dopełnić symbole, ach i och, i jeszcze wznieść rączkę do nieba żeby aniołowie przypadkiem drogi nie zmylili. Potem Orszulka Kochanowska i schizy Jasia na jej temat...  Śmierć łaziła za mną non stop jak wierny ogon, przyłaziła na każdej lekcji polskiego, czaiła się w zagłębieniach dworca głównego, pod kołami i w świście pociągów, wreszcie w kościele (ukochany temat mojego księdza). 

    Nikt mnie nie ostrzegał że pójście na humane może wiązać się z ciężką psychozą... 

A tu napisany przy poprawie tejże rozprawki (miałam 4, taki sukces!) utwór, raczej piosenka niż wiersz.

 

Gdy stanąłem u nieb Twoich, Panie

Zastukałem pięścią do bram

I chyba za śmiałe pukanie

Nie chciałeś wpuścić mnie tam.

 

Nie znam dobroci Twej, Panie

Chciałeś oszczędzić mi jej

Tak, wiem z religii, głupie gadanie

Ty wiesz najlepiej co czarne co biel.

 

Lecz myślę że jestem tutaj dość lat

Wystarczy, proszę, daruj mi!

Tak, wiem, myślałem: olśnię świat!

A teraz- ciągle śmierć się śni...

 

Zrobiłem co do mnie w życiu należy

Siedziałem, jadłem i biłem się

Zobacz, nikomu na mnie nie zależy!

Świat patrzy z naganą: ten co sprzedał się.

 

Nie czułem się nigdy najlepszym z ludzi

I nie chcę wyróżnień od Ciebie

Po prostu bezsilność własna mnie trudzi

Ideał straciłem na codziennym chlebie.

 

I kłaniam Ci się i przepraszam

Żem może zgrzeszył słowem lub myślą

I imię Twoje w krąg rozgłaszam

Może zasłużę...może się wyśnią...

 

Ty mnie nie słuchasz i nie żałujesz!

Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem

A myśmy majtki i nami panujesz

Kto wysiada, kto musi mierzyć się z odmętem.

 

Raz zdecyduję sam o samym sobie

Chwycę wiatr w żagle i odpłynę w dal

Byłem posłuszny i wierzyłem Tobie

Od dziś nie pukam już do żadnych bram!

 

 

 

Szybkie wyjaśnienie niektórych kwestii, zanim pojawią się w komentarzach:

To że o czymś piszę nie znaczy że tak myślę. Można też wczuwać się w role innego człowieka. Serio. To że piszę w rodzaju męskim naprawdę o niczym nie świadczy. Ja czasami nawet mówię o sobie w rodzaju męskim. I w żadnym wypadku nie jest to wiążące. 

 

No i najważniejsze!

Święta idą!

A już właściwie są! (Sądząc po zapachach z kuchni.)

święta.png