Sztuki i banialuki

Przez wojny, przez pokój, przez noc...

Musiałam wrócić do szkoły.

  Tak, szkoła mnie złapała. Powiedziała, że jeżeli chcę wiedzieć jak działają bomby atomowe to muszę wstać o piątej rano i ubrać buty. A baardzo chcę wiedzieć (i już prawie wiem!) więc znoszę te drobne niedogodności.

    Dzisiaj przynoszę nowe- stare opowiadanie, zaczęte w poprzednim życiu chyba, przypadkowo wciśnięte do folderu ,,Poezje" i zapomniane i pogrzebane. Obecnie wykopane, dokończone i umalowane, znaczy po liftingu.  Ma się całkiem dobrze i wygląda znacznie młodziej.

    Dedykuje je zmorze mojego życia i jednocześnie mojej najlepszej przyjaciółce, czyli Sarabeuszowi. Niech was nie zmyli jej przezwisko- a dokładnej jego męska forma. Sarabeusz to Sarabeusz., taka menda kochająca starożytny Egipt i wywalanie mózgu uszami. Na charakterystykę Sarabeusza by mi tu miejsca zabrakło, mimo że znamy się dopiero od 1 września.

 

 

Czuła się źle. Najgorzej chyba w okolicach głowy i oczu. Odgarnęła włosy i poczuła jak przyklejają jej się do dłoni. Zastanowiła się przez chwilę, dlaczego nie może się kiedyś obudzić piękna, z bujnymi lokami wokół twarzy, w różowej koszuli nocnej z koronkami i interesująco bladą twarzą. Dlaczego zawsze w tafli lustra widzi wysoką, nieforemna dziewczynę w czarnych getrach, wielkiej czerwonej koszuli i z ciemnymi włosami przyklejonymi do głowy. Jej oblicze było blade i napuchnięte jakby całą noc raczyła się wódą w dużych ilościach.
-,,Romantycznie to w sumie wygląda"- pomyślała Ewka.
-,,Znowu wyszło ci uczulenie na tusz do rzęs"- powiedziało Małe Wredne.
-,,Tak naprawdę życie nie jest takie źle, w końcu mam sobotę. Zdążę doprowadzić się do porządku"- pomyślała Ewka wyginając się przed lustrem w szpagat.
-,,Nie zdążysz, za dwadzieścia minut masz być na dworcu."- Powiedziało Małe Wredne.
Kiedy pół godziny później, ubrana już bardziej po ludzku ale wciąż opuchnięta siedziała w pociągu, los powoli zaczął się do niej uśmiechać. Idealnie na linii jej wzroku siedział jasnowłosy grunge i uśmiechał się w przestrzeń z takim rozmarzeniem, jak potrafią tylko wybrańcy losu i gitarzyści. Każdy, kto choć raz podróżował pociągiem albo choćby autobusem wie, że pozytywne doznania estetyczne znacznie skracają podróż, poprawiają humor na cały dzień i wpływają na psyche lepiej niż szklanka czekolady (bo nie tuczą...).
-,,Ale fajowo"- Pomyślała Seweryna, kontemplując towarzysz podróży i jego gitarę.
-,,I tak zaraz wysiadasz."- Powiedziało Małe Wredne.
-,,To musi być fajny chłopak, skoro tak się uśmiecha"- Pomyślała Seweryna.
-,,Raczej przegląda na komórce kwejka"- Powiedziało Małe Wredne.
Pociąg zaczął hamować, na co zamyślony gitarzysta oprzytomniał i wypakował się z wagonu wraz z gitarą. Seweryna wstała również, ponieważ była to końcowa stacja tego pociągu, więc zaraz przy wyjściu zacznie się armagedon. Trzeba wcześniej zająć dogodne miejsce.
Dziewczyna wyskoczyła na peron jak zwykle pomijając schodki. Jej glany stuknęły głucho o beton.
-,,Wyglądam na prawdziwego metala"- Pomyślała z dumą Seweryna.
-,,Wyglądasz jak nastolatka w glanach"- Powiedziało Małe Wredne.
Nie mieli czasu na dalszą dyskusję- zadziałał instynkt stadny. Pchana przez tłum, Seweryna dała zaprowadzić się do przejścia podziemnego. Tłum z którym szła zmieszał się z tłumem z peronu piątego, tak że podziemny korytarz cały zapchany był głowami. Wszyscy szli w jednym kierunku, jak po sznurze, w jednakowym prawie tempie. Seweryna przystanęła na kilka sekund na schodach, podziwiając z góry to widowisko.
-,,Zachodzą tutaj bardzo niezwykłe zjawiska"- pomyślała Seweryna.
-,,Po prostu ludzie śpieszą się do pracy"- powiedziało Małe Wredne.
Dziewczyna wmieszała się w tłum i chwile potem, po ominięciu galerii o tyle przestarzałych co przerażających plakatów znalazła się na przystanku autobusowym. Chłodny wiatr owiał jej twarz i zrobił kompletny bałagan z włosami, czego na szczęście nie zauważyła. Owszem, sa dziewczyny które nawet potargane i spocone wyglądają ładnie dzięki swemu wrodzonemu pieknu, ale Seweryna do nich nie należała. Za to do niej zawsze przychodzono po zeszyty.
71, z wrodzoną sobie i tylko sobie wrednością minął ją w połowie drogi do przystanku.
-,,I tak chciałam iść piechota"- pomyślała Seweryna.
-,,Jest zimno i na pewno będziesz chora"- powiedziało Małe Wredne.
Zbyła jego opinię milczeniem i poszła w długą. szkoła gorzej niż zając- najpierw ucieknie,a potem będzie ciebie o to obwiniać, że uciekała. Tak jakby zając w połowie drogi zatrzymywał się i czytał myśliwemu listę zarzutów. Sewerynie nie przeczytało, bo co jak co, ale chody miała dobre, wyćwiczone i praktykowane od dawna. Weszła do czerwonego budynku szule wyprostowana (a nawet lekko przegięta do tyłu) i w miarę możliwości uśmiechnięta.
-,, Widać że jestem zaprawionym sportowcem."- pomyślała, pokonując schody.
-,,Widziałaś w lustrze swoją czerwona jak burak twarz?"- zapytało Małe Wredne.
Ledwie Seweryna pokonała ostatni, wymęczony schodek, dzwonek oznajmił swoją i lekcji obecność jednostajnym dryndem. Kolorowy tłum uczniów w dżinsach, rajstopkach, dresikach i koszulach nie ruszył się ani na milimetr. Nawet nie ściszyli głosów tłumaczących sobie chemie, geografię i zawiłości wierszy Herberta. Klasa Seweryny zgromadziła się w okolicach sali do historii i zajmowała a) historią b) geografią wypadającą po historii c) swoimi tajemnymi sprawami d) byciem i nic nie robieniem. Wypatrzony przez Sewerynę obiekt przyjął pozycję wskazującą na ostatni punkt programu. Wysoka, niedbale ubrana dziewczyna podpierała ścianę i żuła coś (no raczej gumę).
-,,To jest dopiero samodzielny człowiek nie bojący się wyrazić własnego zdania."- pomyślała Seweryna.
-,,Arogancka i się wywyższa."- skwitowało Małe Wredne.
Seweryna zdjęła plecak i położyła sobie na stopach, jednocześnie opierając się o ścianę koło Aroganckiej. To, co teraz powie, układała przez ostatni miesiąc.
-Co było zadane z histy?
Arogancka przez chwilę trawiła to celne i uderzające pytanie.
-Jakieś zadania- mruknęła- nie mam, nie dam spisać.
-E, chyba nie były trudne.
-Nie wiem.
-Bo historyk zazwyczaj nie zadaje nic trudnego, to taki raczej łagodny gość.
-No.
-,,No tak, nie ma co gadać z taka idiotką jak ja."- pomyślała Seweryna.
-,,Widzisz, mówiłam że jest głupia."- stwierdziło Małe Wredne.
Historyk objawił się między uczniami, podzwaniając kluczami jak trójkątem. Solo na kluczach zwiastowało, ze jest w sowim najlepszym humorze. Może nie będzie ofiar śmiertelnych.
-,,Będzie dobrze, mnie nie zapyta."-pomyślała Seweryna.
-,,On psim nosem wyczuwa takich nieuków jak ty."- stwierdziło Małe Wredne.
Nie wyczuł. W każdym razie nie jej nieuctwo śmierdziało w klasie najgorzej, ponieważ wybrał do odpowiedzi Arogancką. Stwierdziła, że po wojnie zapanował w Polsce nazizm. Seweryna patrzyła na nią z uwielbieniem. Potrafiła tak godnie nic nie wiedzieć! Własnie podważała program nauczania, historię i komunistów w jednym. Żeby to ona tak potrafiła stanąć na przekór systemu i stwierdzić, że to jej się podoba a to nie, że tego się będzie uczyła a tego nie!
-,,Jestem niewolnikiem systemu."- pomyślała.
-,,Jesteś niewolnikiem swojej głupoty."- stwierdziło Małe Wredne.
Postanowiła odczepić się wreszcie od opinii Małego Wrednego. Wyszła na przerwę samodzielna jak królowa, wyprostowana jak żołnierz i pewna siebie jak tchórzofretka. Usiadła. Otworzyła plecak. Wyjęła folię. Zauważyła brak kanapki. Spojrzała błagalnie na Małe Wredne. Małe Wredne spojrzało na nią tymi swoimi niebieskimi oczętami. Jak zwykle miało dwie kanapki.

 

Właśnie tak najczęściej wyglądają moje relacje z Sarabeuszem... Swoją drogą, macie coś takiego?  Takie żenujące, wkurzające zdjęcie z najlepszą przyjaciółką, na którym obie wyglądacie głupio, a mimo to stoi w tej paskudnej ramce i ludzi straszy?

Myślę, że to jest właśnie przyjaźń. 

przyjaciele.jpg

(Pierwsze podejścia do nowego programu graficznego...)

 

 

Wejdź ktoś na Rzeźnię...

http://rzeznianumercztery.bloog.pl/